fbpx
Sama mięsożerna nie jestem, ale mając mężczyzn w domu jestem niejako przyzwyczajona do tego, że jest obecne w moim życiu. Na nieszczęście:) Ideałem byłoby rozdzielenie białka od węglowodanów do czego namawiam rękami i nogami, ale często, z racji przyzwyczajeń wyciągniętych z domu jest to nieosiągalne, nawet po tylu latach:) Dlatego też na ile mogę staram się mięso podawać z warzywami unikając ziemniaków. I to tyle z właściwego połączenia. Biorąc pod uwagę fakt, że mięso, jak każde białko, trawi się w środowisku kwaśnym, ale „gryzie” się z jajkiem, nabiałem i orzechami niestety nic innego jaj niskowęglowodanowe warzywa i tłuszcz po prostu się nie nadaje. Mięso w połączeniu z owocami jest jeszcze gorszym pomysłem, chyba, że jest to avocado lub kwaśna borówka czy żurawina. Inne owoce będą fermentować w żołądku czekając 3 godziny na swoją kolej do strawienia w dwunastnicy. I wreszcie połączenie mięsa z napojami, szczególnie sokami i gazowanymi to kolejny szok dla narządów trawiennych. W odstawkę powinny pójść wszystkie nawyki w stylu kanapka z kiełbasą, spagetti, schabowy z ziemniakami, sałatki z ravioli, pizze, kebaby, łazanki i mogę wymieniać tak dalej…  trudno? no pewnie, że dla kogoś przyzwyczajonego do tego typu żywienia trudno, ale nie znaczy to, że niewykonalne. Pocieszające (albo i nie) jest to, że również dietetycy i „fani zdrowego jedzenia” popełniają dokładnie te same błędy gotując pierś z indyka z ryżem lub podając ją z sosem jogurtowym. Mięsożercy przypatrzcie się teraz swoim posiłkom – spróbujcie wyeliminować z nich wszystkie niekoniecznie dobre połączenia typu mięso z jajkiem, jogurtem, rybą, ziemniakami itd, a zobaczycie jak zmieni się wasze trawienie i wydalanie. Koniec z gazami o fetorze nie do wytrzymania, koniec z przelewaniem i  dziwnymi odgłosami burczenia w brzuchu, wreszcie początek prawidłowych, nie powalających zapachem wydalin ciała (pot, mocz, kał) i normalnej barwy moczu…Powodzenia:)